Miesięczne archiwum: Czerwiec 2012

Test HTC Desire C

  • One X to najpotężniejszy przedstawiciel nowej serii urządzeń tajwańskiego HTC. Czy ma szanse stać się rynkowym hitem i podbić serca najbardziej wymagających użytkowników? więcej »

Na polskim rynku debiutuje coraz więcej smartfonów kosztujących mniej niż 1000 zł. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt że te urządzenia stanowią alternatywę dla swoich drożnych braci. HTC debiutując z rodziną One nie zapomniała na szczęście o użytkownikach poszukujących tańszych rozwiązań.

Na start

Rozwiązaniem dla takich klientów ma być HTC Desire C, następca Wildfire S. Telefon na pierwszy rzut oka przypomina trochę mniejszą wersję HTC One S. Do dyspozycji otrzymujemy trzy przyciski funkcyjne (poprzedni ekran, ekran główny i bieżące aplikacje). Telefon otrzymał certyfikat Beats Audio, co oznacza że sprawdza się naprawdę dobrze w przypadku słuchania muzyki. Chociaż smartfon nie jest duży (jego wymiary to 107 na 60 na 12 mm, a waga wynosi 98 g) dobrze leży w dłoni i sprawia wrażenie solidnego.

Na pokładzie znajdziemy system Android 4.0 z nakładą HTC Sense 4.0 wykorzystaną w telefonach rodziny One. Zatem mamy tu do czynienia jednym z tańszych smartfonów z Androidem 4.0, a nakładka Sense 4.0 tylko poprawia całość odbioru. Decyzja polegająca na skorzystaniu z nowego Androida oraz HTC Sense była dość odważna, biorąc pod uwagę fakt, że sprzęt ma procesor z taktowaniem zaledwie 600 MHz (Qualcomm Snapdragon). Jak w praktyce sprawuje się takie rozwiązanie?

Chcesz wiedzieć, w co warto zagrać na telefonie? Mamy odpowiedź – sprawdź nasz serwis Gry na Fony

Podstawowe aplikacje (sieci społecznościowe, klient poczty, komunikatory, aparat etc.) oraz mniej rozbudowane strony internetowe działają bez zarzutu. Nie ma się jednak co oszukiwać – czym bardziej wymagająca aplikacja lub strona internetowa, tym większe problemy. Zatem, z jednej strony 600 MHz nie dyskwalifikuje Desire C, z drugiej jednak – trzeba sobie zdać sprawę, że czasami taka prędkość może być zbyt mała. Z pomocą w pewnych momentach z pewnością pomaga 512 MB wbudowanej pamięci RAM.

Multimedia i bateria

Telefon ma 3,5-calowy ekran o rozdzielczości HVGA (320 na 480 pikseli) – ustępuje on oczywiście drożnym modelom, ale w skali urządzeń w zasięgu cenowym Desire C, ekran robi pozytywne wrażenie, szczególnie doskonałe kolory. Aparat mający 5 Mpix został pozbawiony diody flesz, zatem robienie zdjęć bez odpowiedniego oświetlenia mija się z celem. Sama jakość fotografii wykonywana w trakcie dnia jest poprawna, chociaż nie powala z nóg.

Dość pozytywnie zaskoczyła nas także bateria o pojemności 1230 mAh – dzięki dobrze zoptymalizowanemu systemowi i niewielkiemu ekranowi zużycie energii nie przekracza „dopuszczalnych norm” , wytrzymując więcej niż jedną dobę przy normalnym wykorzystaniu jego funkcji i ustawieniach niższej jasności ekranu. Na rynku powinny pojawić się trzy wersje kolorystyczne – czerwona, biała i czarna.

Podsumowanie

W ostatecznym rozliczeniu HTC Desire C to po prostu solidny smartfon za mniej niż 1000 zł – nic więcej i nic mniej. Ale podobnie jak jego poprzednik, także ten model z pewnością zrobi furorę u naszych rodzimych operatorów. Zatem, jeśli będziecie szukać nowego telefonu w ofercie waszej sieci komórkowej lub niedrogiego modelu w sklepie – HTC Desire C wydaje się dobrą propozycją.

PLUSY

– Sense 4.0 i Android 4.0,

– Wykonanie,

– Beats Audio.

MINUSY

– Robi przeciętne zdjęcia,

– Dla niektórych procesor będzie za słaby.

Article source: http://interia.pl.feedsportal.com/c/34004/f/625109/s/20da3bf2/l/0Lnt0Binteria0Bpl0Cnews0Ctest0Ehtc0Edesire0Ec0Enastepca0Ewildfire0Es0H1810A9920Tutm0Isource0FRSS0Gutm0Imedium0FRSS0Gutm0Icampaign0FRSS/story01.htm

Studenci uprowadzili wojskowego drona

  • The Office of Naval Research pracuje nad nowym systemem walki z piratami. Wrogie jednostki wytropią i zidentyfikują bezzałogowe drony. więcej »

Studenci z University of Texas w Austin poważnie narazili się Departamentowi Obrony USA. Z wykorzystaniem metod często stosowanych przez hakerów, przejęli oni kontrolę nad wojskowym dronem. Ich motywacja była podyktowana względami czysto naukowymi, a nie chęcią przeprowadzenia zamachu terrorystycznego.

Udało się im to dzięki wykorzystaniu spoofingu, czyli techniki ataków internetowych opierających się na umieszczeniu w sieci specjalnie przygotowanych i modyfikowanych pakietów danych. Odpowiedni sygnał został przesłany do modułu GPS drona, a reszta potoczyła się już sama.

Wszystko wskazuje na to, że spoofing jest idealną metodą przechwytywania wojskowych samolotów bezzałogowych. To rzekomo ta technika została wykorzystana w ubiegłym roku, kiedy to jeden z dronów rozbił się w Iranie. DARPA musi jak najszybciej ulepszyć system zabezpieczeń w swoich zaawansowanych technologicznie urządzeniach szpiegowskich, bo to co udało się zdolnym studentom, równie dobrze może udać się niebezpiecznym terrorystom.

Article source: http://interia.pl.feedsportal.com/c/34004/f/625109/s/20da3bf1/l/0Lnt0Binteria0Bpl0Cnews0Cstudenci0Euprowadzili0Ewojskowego0Edrona0H18160A890Tutm0Isource0FRSS0Gutm0Imedium0FRSS0Gutm0Icampaign0FRSS/story01.htm

Google Nexus Q zhakowany tuż po premierze

Nexus Q to efekt prowadzonych w sekrecie prac, który przypomina czarną kulę i określany jest jako „społeczny strumieniowy multimedialny odtwarzacz”.

Urządzenie działa pod kontrolą systemu Android 4.0 Ice Cream Sandwich i oferuje do dyspozycji użytkownika ten sam dwurdzeniowy procesor co Galaxy Nexus, 1 GB pamięci RAM, 8 GB wewnętrznej pamięci flash, moduły komunikacji bezprzewodowej, wzmacniacz 25 W oraz szereg różnych złączy.

Nexus Q pozwala na stworzenie multimedialnego centrum rozrywki, którym możemy zarządzać za pośrednictwem naszego tabletu. Co więcej, każdy posiadacz urządzenia z Androidem może przejąć nad nim kontrolę i odtwarzać za jego pośrednictwem zawartość swojej biblioteki.


Co ciekawe, w zaledwie kilka godzin po tym, jak Google obdarowało uczestników konferencji darmowymi odtwarzaczami Nexus Q, Christina Kelly, pracownik startupu Apportable, zamieściła na swoim koncie w serwisie Google+ zdjęcia, z których wynika, że gadżet Google został już zhakowany. Udało się to jednemu z jej kolegów, który uruchomił na urządzeniu grę Swords and Soldiers. Niestety nie można było w nią grać, gdyż podłączony monitor nie był dotykowy.

W każdym razie pokazuje to, że Nexus Q jest bardzo podatnym na różne usprawnienia gadżetem. Gdyby jeszcze tylko cena była niższa…

Dokładną specyfikację urządzenia znajdziecie tutaj

Article source: http://pcworld.feedsportal.com/c/34536/f/632104/s/20deadd4/l/0L0Spcworld0Bpl0Cnews0C38390A10CGoogle0BNexus0BQ0Bzhakowany0Btuz0Bpo0Bpremierze0Bhtml/story01.htm

Google Compute Engine

Dzięki bazującej na chmurze obliczeniowej usłudze Compute Engine przedsiębiorstwa będą mogły uruchamiać swoje aplikacje na serwerach znajdujących się w centrum danych firmy Google.

„Wprowadziliśmy Compute Engine, czyli serwis pozwalający na uruchamianie Maszyny Wirtualnej Linux na tej samej infrastrukturze, która zasila Google” – Google poinformowało na swoim oficjalnym blogu.

Internetowy gigant twierdzi, że ekonomia skali i efektywność jego centrów danych może w porównaniu do wiodących dostawców „chmur” zapewnić użytkownikom nawet 50 procent więcej mocy obliczeniowej. Zdaniem obserwatorów usługa Compute Engine może stanowić zagrożenie dla największej publicznej chmury obliczeniowej na świecie, Amazon Web Services.

Warto zauważyć, że Google buduje w ostatnich latach wiele centrów danych, które mają wspierać coraz większą ofertę jego własnych usług i aplikacji.

Konferencja I/O

Zakończona już konferencja I/O obfitowała naprawdę w wiele interesujących wydarzeń. Google bardzo się postarało prezentując nam nie tylko wspomnianą własną chmurę obliczeniową, ale również swój pierwszy tablet, interesujący odtwarzacz Nexus Q i szereg rozwiązań dla deweloperów.


Ponadto internetowy gigant poinformował o takich nowościach jak przeglądarka Chrome i Google Drive na iOS, udostępnienie edycji dokumentów offline w Dokumentach Google (na razie dostępna jest tylko w edytorze tekstu), czy rozpoczęcie sprzedaży Chromebooków za pośrednictwem Best Buy.

Brawo Google!

Article source: http://pcworld.feedsportal.com/c/34536/f/632104/s/20df5d48/l/0L0Spcworld0Bpl0Cnews0C38390A40CGoogle0BCompute0BEngine0Bnowa0Bchmura0Bobliczeniowa0Bhtml/story01.htm

Farba, która daje prąd, czyli bateria w sprayu (wideo)

Informacje na temat baterii będącej jednocześnie powłoką malarską opublikowano wczoraj w otwartych internetowych zasobach Nature. Mówiąc najprościej, technologia opiera się na nakładaniu na powierzchnię warstw różnych substancji, które odpowiadają warstwom konwencjonalnej baterii, tzn. pełnią rolę katody, anody, separatora itd. Przedstawia to schemat obrazkowy poniżej.

Materiały tworzące baterie nakładane są natryskowo na różne materiały – kafelki ceramiczne, elastyczne tworzywa, metale. Udało się nawet pomalować farbą-baterią kufel do piwa (zob. obrazek poniżej).

Czytaj: Sztuczny umysł Google nauczył się kociego pyska

W pierwszym eksperymencie połączono równolegle dziewięć pokrytych farbą kafelków. Na jednym z nich była również bateria słoneczna ładująca pozostałe powłoki-baterie. Wystarczyło to, aby podświetlić diodami napis „RICE” przez 6 godzin. Baterie dostarczały prąd o napięciu 2,4 woltów. Generalnie baterie-powłoki okazały się dość stałe w swoich cechach technicznych. Po 60 cyklach ładowania spadek pojemności był bardzo nieznaczny.

Naukowcy z Rice Univeristy mówią, że najtrudniejsze w realizacji było uzyskanie mechanicznej stabilności, szczególnie w przypadku separatora. Kiedy jednak uporano się z tym problemem, wynalazek okazał się bardzo obiecujący.

Szefowa ekipy badawczej Neelam Singh dostrzega właśnie możliwość integrowania tego typu baterii z panelami słonecznymi. Nie bez znaczenia jest również to, że bateria będąca nanoszoną na powierzchnię powłoką może mieć praktycznie każdy kształt, a naukowcy zastanawiają się nad opracowaniem łączonych kafelków, które będzie można konfigurować w dowolny sposób.

Przed naukowcami jest jeszcze jeden ambitny cel – stworzenie baterii-farby, która mogłaby być stosowana w warunkach zewnętrznych. Badania naukowców z Houston wspierają kilka organizacji, w tym laboratoria amerykańskich sił zbrojnych. Poniżej film prezentujący baterię-farbę.

Czytaj: Bateria na kawałku papieru

Article source: http://di.com.pl/news/45873,1,0,Farba_ktora_daje_prad_czyli_bateria_w_sprayu_wideo.html