Miesięczne archiwum: Czerwiec 2012

Zapomnijcie o Nexusie 7. Wkrótce nowy Kindle Fire!

Amazon pracuje nad aż dwoma nowymi tabletami – informuje BGR (zob. Amazon prepping two new Kindle Fire tablets with improved build, metal casing). Do tej pory spodziewano się jedynie urządzenia z większym ekranem, które miałoby lepiej konkurować z iPadem.

Większy ekran i lepsza jakość

7-calowy Kindle Fire dostępny za 199 dolarów nie jest obecnie bezpośrednim zagrożeniem dla urządzeń od firmy Apple, gdyż ma trafiać przede wszystkim do użytkowników o mniejszych wymaganiach bądź po prostu mniej zasobnych portfelach. Wygląda na to, że Amazon nie zamierza dłużej ustępować tego pola firmie Tima Cooka i również zaprezentuje urządzenie klasy „premium”.

Amerykański pionier handlu internetowego ma zaoferować 10-calowe urządzenie z 4-rdzeniowym procesorem, jednak na tym nowości tabletowe się nie zakończą. Pod koniec roku do użytkowników powinien trafić również odświeżony 7-calowy Kindle Fire, który będzie wykonany ze znacznie lepszych materiałów niż dotychczas.

Cena bez zmian?

Wygląda na to, że nowy Kindle Fire z ekranem o przekątnej 7 cali może być oferowany również w cenie 199 dolarów. Stanieć ma natomiast obecnie sprzedawany model, który klientów kosztować ma zaledwie 149 dolarów. Wśród zmian, jakie powinny przekonać do zakupu produktu Amazona, znajduje się metalowa obudowa czy wyjście HDMI.

Walka z Nexusem 7 od firmy Google i Asusa nie będzie jednak łatwa. Najsłabszym punktem Amazona może być nie sam sprzęt, a oprogramowanie. To właśnie tablet wyszukiwarkowego giganta jako pierwszy będzie otrzymywał m.in. aktualizacje do nowej wersji Androida, a szybsze dostarczanie optymalizacji i nowych funkcji realnie przekłada się przecież na wygodę pracy z urządzeniem.

Czytaj także: Większy Kindle Fire już w trzecim kwartale?

Article source: http://di.com.pl/news/45879,1,0,Zapomnijcie_o_Nexusie_7_Wkrotce_nowy_Kindle_Fire.html

Wakacyjny poradnik fotograficzny

To nie aparat robi zdjęcia, ale fotograf. Z drugiej strony, warto odpowiednio wcześniej przygotować sobie listę fotoakcesoriów, które zabierzemy ze sobą w podróż. Najważniejszy będzie aparat.

Jaki sprzęt zabrać ze sobą na urlop?

Zaawansowani i średniozaawansowani mogą również sięgnąć po obiektyw szerokokątny (do zdjęć krajobrazowych) oraz krótki teleobiektyw (do portretów). Na naszej liście nie powinno zabraknąć również niezbędnych akcesoriów – pokrowca, nośnika danych, zapasu baterii, ładowarki czy uniwersalnej wtyczki. Można pokusić się również o zabranie statywu, lampy błyskowej i filtrów, ale nie warto poddawać się presji „gadżeciarzy”. Dobre zdjęcie zrobimy nawet telefonem komórkowym!

Jak wybrać obiekt i skomponować zdjęcie?

Warto zrezygnować z pozowania i postawić na różnorodność, choć nie ma tutaj uniwersalnej porady technicznej. Sama decyzja o złamaniu zasad i zejściu z utartego szlaku, aby zrobić fotografię, jakiej jeszcze nikt nie zrobił, powinny wystarczyć, by zdecydowanie podnieść jakość wakacyjnych ujęć. Jeśli koniecznie chcemy być na zdjęciu, pamiętajmy przynajmniej o złotej zasadzie kadrowania – nigdy nie umieszczamy głównego obiektu w centrum zdjęcia. Zamiast tego dzielimy ekran na trzy części, pionowo i poziomo, a obiekt sytuujemy na przecięciu tych linii.

Kiedy najlepiej robić zdjęcia?

Czas określany mianem „magic hours” przez najlepszych fotografów przypada na godziny śniadania i kolacji. Niskie położenie słońca rano i wieczorem sprawia, że właśnie o takich porach wychodzą najkorzystniejsze ujęcia. Zawsze jednak jesteśmy w stanie „nadrobić” brak optymalnego oświetlenia poprzez dobór kompozycji czy obiektu.

  • Sukces serwisu i lament, jaki podniósł się niedawno po wpuszczeniu do świątyni kreatywnych nieokrzesanej bandy właścicieli Androidów, pokazują, że dla niektórych Instagram to coś więcej niż tylko kiepskie fotki, na dodatek paskudnie popsute filtrami. A gdyby tak do aplikacji dołączyć dedykowany, instagramowy aparat fotograficzny? więcej »

Fotografowanie pod słońce – jak sobie z tym poradzić?

Unikanie robienia zdjęć pod słońce to rada, którą słyszał każdy początkujący fotograf. Takie fotografowanie to wyższa szkoła jazdy z uwagi na bardzo wysokie kontrasty, z którymi mamy do czynienia w takich przypadkach. Przy braku umiejętności i doświadczenia, lepiej trzymać się zasady o unikaniu fotografowania pod słońce. Osoby ze skłonnością do eksperymentów mogą zastosować osłonę przeciwsłoneczną, doświetlić ujęcie przy pomocy lampy błyskowej albo ustawić bardzo mały otwór przesłony.

Jak nie nudzić się w czasie deszczu?

Nieprzemijająca słoneczna pogoda to marzenie każdego urlopowicza. Niekorzystna aura wcale nie musi jednak przekreślić nam możliwości tworzenia wakacyjnej fotodokumentacji. Wręcz przeciwnie – to doskonała okazja, by odrobinę zdynamizować i urozmaicić portfolio. Deszczowa fotografia wymaga od nas podjęcia trzech kroków.

Po pierwsze, zabezpieczmy sprzęt – wystarczy do tego worek foliowy z wyciętymi otworami. Po drugie, eksperymentujmy z czasem naświetlania, lampą błyskową i bocznym oświetleniem. Krok trzeci to zadbanie o aparat po powrocie do domu – wyciągamy akumulatorki, a wszystkie otwory pozostawiamy otwarte. Pomocny w walce z wilgocią okaże się specjalistyczny żel krzemionkowy o właściwościach higroskopijnych.

Co zrobić z gotowym materiałem zdjęciowym?

Po przerzuceniu fotografii na dysk dokonujemy selekcji – tak, by pozostały tylko ujęcia, którym warto poświęcić czas. Te podrasujemy w jednym z programów fotoedycyjnych, których wiele jest dostępnych w Internecie w formie bezpłatnego downloadu. Który z nich wybrać? Najlepiej kierować się zasadą prób i błędów, aż do znalezienia naszego software’owego faworyta. Na retuszu nasza praca ze zdjęciem się nie kończy. Dzięki domowej drukarce oraz dostępnym powszechnie papierom fotograficznym i odpowiednim materiałom eksploatacyjnym, jesteśmy w stanie samodzielnie przygotować „odbitki”.

– Skompletowanie osprzętu i materiałów do stworzenia domowego fotolaboratorium nie wymaga dzisiaj dużych nakładów finansowych. Użytkownicy zyskali możliwości, które do tej pory były dostępne tylko profesjonalistom. Warto to wykorzystać – mówi Piotr Drzewiecki, manager produktu w Black Point SA.

Article source: http://interia.pl.feedsportal.com/c/34004/f/625109/s/20da3bf0/l/0Lnt0Binteria0Bpl0Cnews0Cwakacyjny0Eporadnik0Efotograficzny0H18162470Tutm0Isource0FRSS0Gutm0Imedium0FRSS0Gutm0Icampaign0FRSS/story01.htm

Pierwszy prywatny teleskop będzie wypatrywał asteroid

  • NASA dokładnie policzyła potencjalnie zagrażające Ziemi asteroidy. Okazało się, że jest ich dwukrotnie więcej niż pierwotnie przypuszczano. więcej »

Wiele osób nie ignoruje zagrożenia jakie może niespodziewanie dopaść nas z kosmosu. Program NASA NEO (Near-Earth Object) kataloguje kosmiczne obiekty, które mogłyby stanowić zagrożenie dla naszej planety (o średnicy co najmniej 1 km). Do tej pory odkryto ich blisko 10 000, ale szacuje się, że w okolicach Ziemi krąży jeszcze około 10 proc. nieznanych obiektów. Przed nimi strzec ma ludzkość Kosmiczny Teleskop Sentinel.

Fundacja B612, która powołuje do życia kosmicznego strażnika ostrzega, że bez odpowiedniej detekcji obiektów bliskich Ziemi, katastrofa tunguska z 1908 r. może powtórzyć się, ale na szerszą skalę. Ich teleskop będzie obserwował nie tylko duże asteroidy, ale i mniejsze obiekty, które mogły uciec uwadze NASA.

Sentinel ma zostać wystrzelony na orbitę heliocentryczną w przeciągu najbliższych 10 lat. Teleskop będzie w stanie objąć swoim „okiem” obie półkule nocnego nieba (zarówno hemisferę widoczną, jak i tę poniżej horyzontu). Jego twórcy przewidują, że będzie on w stanie rozpoznać 98 proc. obiektów bliskich Ziemi.

Sentinel będzie stacjonował na orbicie heliocentrycznej:

Article source: http://interia.pl.feedsportal.com/c/34004/f/625109/s/20da3bef/l/0Lnt0Binteria0Bpl0Cnews0Cpierwszy0Eprywatny0Eteleskop0Ebedzie0Ewypatrywal0Easteroid0H18161880Tutm0Isource0FRSS0Gutm0Imedium0FRSS0Gutm0Icampaign0FRSS/story01.htm

Ta kulka to Nexus Q

Nexus Q to urządzenie zaprezentowane w czasie Google I/O 2012, podobnie jak tablet Nexus 7. Można jednak śmiało powiedzieć, że jest to najbardziej zaskakujący, interesujący i odważny z projektów urządzeń przedstawionych przez Google. Nawet jeśli nigdy nie przyjmie się na rynku, to miło będzie wspominać, że coś tak ciekawego zrobiono.

Nexus Q to wciśnięty do kulistej obudowy komputer do odtwarzania multimediów. Średnica kuli wynosi 116 mm, ciężar to niecały kilogram. Na obwodzie umieszczono diodę LED, która może zmieniać efekt świecenia w zależności od odtwarzanej muzyki.

Z tyłu obudowy umieszczone są porty m.in. micro HDMI, ethernet, banana jack. Z kulką można też połączyć się bezprzewodowo za pomocą Wi-Fi, Bluetooth oraz NFC.

Nexus Q ma służyć do odtwarzania mediów. Można go podłączyć do telewizora lub głośników, a także łączyć się z nim bezprzewodowo ze smartfonem lub tabletem z Androidem. 

Górna kopuła urządzenia obraca się i służy do kontroli głośności. Jest też czujnik dotykowy służący do wytłumiania. Można na nim odtwarzać treści z Google Play oraz YouTube. Oferta sklepu Google Play rozszerzy się teraz o filmy do kupienia oraz o programy telewizyjne, zatem użytkownicy Nexusa Q będą mieli co oglądać. Niewykluczone jest w przyszłości wsparcie np. dla Hulu czy Netfliksa.

Google podkreśla, że kulisty odtwarzacz ma bazować na chmurze, a pamięć urządzenia (16 GB, flash) będzie służyła m.in. do buforowania treści pobieranych za pomocą Wi-Fi. Użytkownik korzystający z Google Play będzie miał niemal natychmiastowy dostęp do swojej kolekcji muzycznej. Google ma chyba rację, twierdząc, że rynek elektroniki rozszerza się o dodatkową warstwę. Kiedyś był to sprzęt, potem sprzęt i oprogramowanie, a teraz liczy się sprzęt, oprogramowanie i chmura.

Made in USA

Ciekawa jest jeszcze jedna rzecz, którą zauważa New York Times. Nexus Q jest urządzeniem zaprojektowanym w 100% przez Google oraz produkowanym w USA. Może to wynikać nie tylko z patriotyzmu Google, ale również z faktu, że ceny produkcji w Chinach rosną, a koszty transportu też mają znaczenie.

NYT zastanawia się, czy nie będzie to początek nowego trendu „wracania” z produkcją do kraju. Wiąże się to z pewnymi problemami, jak np. znalezienie dostawców podzespołów na miejscu, ale coraz więcej amerykańskich firm tego chce, co widać na rynku produktów dla przemysłu. Ba! nawet europejski Airbus jest bliski rozpoczęcia produkcji w Alabamie.

Nexus Q to również pierwsze urządzenie Google, które wydaje się dopracowane w szczegółach i stworzone z myślą o naprawdę zwykłym użytkowniku, którego w dodatku interesuje tak „nietechniczna” cecha jak oryginalny wygląd urządzenia. Chyba jednak mylili się ci, którzy mówili, że Google nie poradzi sobie na rynku elektroniki.

Nexus Q ma kosztować niecałe 300 dolarów. Poniżej film prezentujący urządzenie.

Czytaj także: Nexus 7: tablet stworzony dla Androida 4.1 i Google Play (wideo)

Article source: http://di.com.pl/news/45860,1,0,Ta_kulka_to_Nexus_Q_-_domowy_odtwarzacz_Google_Play_wideo.html

Sztuczny umysł Google nauczył się kociego pyska

Uczenie maszynowe (in. systemy uczące się) staje się ważnym elementem dzisiejszych technologii. Filtry antyspamowe, technologie automatycznych tłumaczeń, maszynowe rozpoznawanie obrazów i dźwięków – te wszystkie rozwiązania bazują w różnych stopniu na uczeniu maszynowym. Prezentując maszynie np. setki konstrukcji językowych, możemy po jakimś czasie sprawić, że rozpozna ona te konstrukcje w tekstach.

Ludzki umysł, a nawet umysły zwierząt potrafią zrobić coś więcej. Potrafią na podstawie zaobserwowanych zjawisk stworzyć ich koncepcję, mniej lub bardziej doskonałą. Naukowcy pracujący przy tajnych i nowatorskich projektach Google X postanowili zająć się również tym problemem i otrzymali bardzo ciekawe wyniki, które opisali w artykule pt. Building High-level Features Using Large Scale Unsupervised Learning.

Czytaj: Sparaliżowana steruje ramieniem robota za pomocą myśli (wideo)

Badacze eksperymentowali ze sztuczną siecią neuronową, która miała naśladować pracę mózgu. Ta sieć wykorzystywała 16 tys. rdzeni procesorów w centrum danych firmy Google, które tworzyły ponad miliard połączeń. Badacze postawili hipotezę, że jeśli będą prezentować tej sieci przez tydzień filmy z YouTube, sieć nauczy się rozpoznawać jakiś powtarzalny element.

Ku zdziwieniu badaczy jeden ze sztucznych neuronów zaczął bardzo silnie reagować na obrazy kocich pysków. Udało się też otrzymać neurony rozpoznające ludzkie sylwetki. Co istotne, wykorzystywany w badaniach system nie był wcześniej informowany, jak wygląda kot lub że w ogóle jest coś takiego jak kot. On sam zaczął rozpoznawać koty, czyli stworzył sobie własną koncepcję tego typu obiektów na obrazach. 

Nie można powiedzieć (jak sugerują niektóre media), że sieć neuronowa Google wytworzyła pojęcie kota. Ona wytworzyła sobie jakieś własne pojęcie, które odpowiada w jakimś stopniu naszemu wyobrażeniu kota. To właśnie jest fascynujące.

Wspomniana sieć neuronowa jest wykorzystywana przez Google do usprawnienia standardowego rozpoznawania obrazów. Teraz inżynierowie Google mają kolejny problem do rozgryzienia – czy da się wykorzystać funkcje „samouctwa”, aby usprawnić standardowe rozpoznawanie obrazów? Zapewne się da, ale nie wiadomo jeszcze jak.

Trzeba jeszcze mieć na uwadze, że maszynowe uczenie się i ewentualnie samouctwo to nie tylko obrazy. Komputery mogą z czasem uczyć się koncepcji słów pisanych i dźwięków.

Kto wie? Może kiedyś sztuczne umysły wytworzą sobie filozofię i uczucia? Wówczas będziemy mieli nie lada problem, bo czy takie sztuczne uczucia będą rzeczywiście sztuczne? Czy nasze koncepcje wytworzone w mózgach z białka są bardziej żywe niż to, co powstało w krzemie? Czy będzie można sterować uczuciami komputerów? Czy eksperymentalne wzbudzanie u maszyny uczuć przykrych będzie znęcaniem się? Ot, takie problemy na przyszłość…

Czytaj: Interfejs ruchowy bez Kinecta – wystarczy mikrofon i głośnik! (wideo)

Article source: http://di.com.pl/news/45861,1,0,Sztuczny_umysl_Google_nauczyl_sie_kociego_pyska.html