Pięć sposobów na ingerowanie w prywatność obywateli

Rząd ma Cię na oku!

No cóż, to słyszymy od dawna – nasze e-maile są podglądane, a rozmowy telefoniczne podsłuchiwane. Ile jest w tym prawdy? Tego określić nie sposób (jeśli rząd tak robi, to przecież się nie przyzna!). Wiadomo jednak, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (NSA) zbiera informacje o aktywności obywateli, np. poprzez sprawdzenie, jakie zdjęcia umieszczają w sieci. Po zdjęciu dowiadują się, gdzie dana osoba/osoby była/były. Wiadomo także, że nawet oficjalne uzyskanie zgody sądu na podsłuch to kwestia czysto formalna, a dla hakerów NSA nie ma problemu odczytywanie prywatnych e-maili i innych wiadomości, przesyłanych np. przez komunikatory. Zresztą, po co patrzeć, co się dzieje za oceanem – w naszym kraju głośnym echem odbiło się aresztowanie człowieka, który miał tego pecha, że zachciało mu się podśmiewać z urzędującego prezydenta.

Nawet e-book to zagrożenie

Czy niewinny e-book może być zagrożeniem dla prywatności? Niestety, jak najbardziej. Dlaczego? Ponieważ programy i sprzęt służący do ich odczytywania zbierają statystyki naszych poczynań. Czyli: ile czasu czytamy, jaką literaturę preferujemy, jak często spędzamy czas przy lekturze, itp. Podobnie zresztą działają aplikacje typu iTunes Match czy popularna wtyczka do odtwarzaczy LastFM. Zbierają informacje o naszych gustach i preferencjach pod pozorem proponowania nam podobnych utworów, książek czy klipów. Gdzie trafiają te dane poza producentami aplikacji? Albo inaczej – czy trafiają one tylko do nich? Oczywiście odpowiedzi brak. Na szczęście możemy zabezpieczyć się przed tym, wyłączając sieć na czas słuchania czy też czytania.

Urządzenia mobilne lepsze od smyczy!

Smartfony, tablety, zwykłe komórki… Ludzie noszą je ze sobą, aby nawet na spacerze być online (na szczęście nie wszyscy). Jako, że nowe i najnowsze modele posiadają wbudowaną geolokalizację, w każdej chwili można namierzyć ich użytkownika, prześledzić, którymi szlakami chodzi na spacery, jaką drogą zmierza do pracy, itp. Oczywiście przydaje się to w przypadku zaginięcia danej osoby, ale dostawcy sieci mogą w każdej chwili wykryć lokalizację urządzenia. Oprócz tego wiedzą oczywiście, skąd i co pobieramy, ile za to płacimy, itp. Jednym zdaniem rzecz ujmując: dzięki urządzeniom przenośnym wszystko mają od nas podane na tacy.

Szpiegują nas własne urządzenia…

Portale społecznościowe to kopalnia informacji o Tobie!

Na Facebooku ludzie umieszczają przeróżne informacje, nawet te, które powinny zostać zachowane w sekrecie. Niestety, zawsze znajdzie się taki, który pochwali się swoim bogactwem, co może ściągnąć mu na głowę przeróżnej maści podejrzanych osobników (włamywacze, porywacze, itp.), a także… Urząd Skarbowy. Tak, to prawda – w USA zatrzymano wielu oszustów podatkowych, którzy oficjalnie mieli skromne dochody (albo byli w ogóle bez nich), a przez FB ogłaszali wszem i wobec o zakupie nowego Mercedesa. Jak się okazało, tamtejsi urzędnicy najszybciej zdobywają informacje o podejrzanych źródłach dochodu właśnie dzięki portalom społecznościowym, na które po prostu zaglądają, wyszukując delikwentów po nazwisku i miejscu zamieszkania. Oczywiście ci, którzy zostali w ten sposób zatrzymani, nie wpadli na pomysł, aby włączyć ustawienia prywatności na swoich profilach.

Wielki Brat

Zakupy w sieci także mogą być problemem

Bynajmniej nie zniechęcam do zakupów przez sieć czy np. Allegro, ale muszę zauważyć, że podczas rejestracji w e-sklepie często musimy dać zgodę na przetwarzanie naszych danych w celach marketingowych. Potem dostajemy maile, informujące nas o promocjach, nowych towarach, itp. Podobnie działają karty lojalnościowe dużych marketów. Tu mamy także do czynienia z pewnym rodzajem kontroli – jeśli robimy często zakupy, odpowiedni program śledzący bada nasze preferencje i na tej podstawie decyduje, jakiej treści maile reklamowe nam przesyłać. Często też do zwykłej skrzynki na listy możemy dostać imiennie adresowany kupon rabatowy do danej sieci sklepów, jest to jednak praktyka bardziej znana w innych krajach. $

Times opisał zabawną historię – ojciec dowiedział się, że jego córka jest w ciąży, ponieważ dostała kilka kuponów zniżkowych na artykuły dla niemowlaków – program ustalił, że kupowała „produkty skłaniające do podejrzenia, że jest w ciąży”. Okazało się to prawdą, jednak jakie były to przedmioty – tego prasa nie podaje, możemy jednak podejrzewać, że znalazł się tam np. test ciążowy.

Podsumowując – sposobów na śledzenie człowieka jest mnóstwo, nie popadajmy jednak w panikę ani też paranoję. Rządy zawsze śledziły swoich obywateli, jednak tylko od ustroju zależy, czy robią to mniej, czy też bardziej nachalnie.

Article source: http://pcworld.feedsportal.com/c/34536/f/632104/s/21e70464/l/0L0Spcworld0Bpl0Cnews0C3845130CPiec0Bsposobow0Bna0Bingerowanie0Bw0Bprywatno0Bc0Bobywateli0Bhtml/story01.htm

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *