Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Google Earth obchodzi 10-te urodziny

28 czerwca 2005 wystartowała usługa Google Earth, dzięki której każdy z nas mógł przed monitorem komputera podróżować po całej planecie wzdłuż i wszerz za cenę kliknięcia. Połączenie map satelitarnych z technologią 3D urzekło wielu internautów. Od tamtego czasu wiele się zmieniło, sama usługa bardzo ewoluowała.

Już kilka miesięcy po premierze usługa przeszła chrzest bojowy – huragan Katrina spustoszył wybrzeże stanu Luizjana wraz z Nowym Orleanem. ratownicy wykorzystali wtedy zdjęcia satelitarne sprzed i po uderzeniu huraganu, by pomóc sobie w poszukiwaniu ocalałych. Okazało się, że Google Earth świetnie się do tego nadaje.

Google przypomina, że dzięki Google Earth udało się odkryć nowe rafy koralowe (u wybrzeży Australii Zachodniej), odbyć podróż na Księżyc, odnaleźć zaginionych rodziców (Hindus Saroo Munshi Khan jako pięcioletni chłopiec zasnął w pociągu. Gdy obudził się kilka godzin później, nie wiedział gdzie jest. Dopiero dzięki Google Earth – odtworzył z pamięci wygląd swojego domu – odnalazł rodziców w 2011 roku) czy rozbroić miny (w Kambodży i Angoli).

Z okazji 10-tychurodzin Google udostępniła dwie nowe usługi – Podróżnika oraz Earth View. Ta pierwsza składa się z pięciu elementów:

  • Street View: najlepsze zdjęcia ze Street View, m.in. Tadż Mahal i Wielki Kanion,
  • Earth View: efektowne krajobrazy z całego świata widziane z kosmosu,
  • Miasta w obrazie 3D: wizytówki miast i miasteczek dostępne w bardzo realistycznych obrazach 3D,
  • Zaktualizowane zdjęcia satelitarne: mapa naszych najnowszych opublikowanych zdjęć satelitarnych,
  • Wycieczka po największych atrakcjach: Wystarczy z tysięcy miejsc dostępnych w Podróżniku obejrzeć kilka, by nabrać ochoty na zobaczenie jeszcze więcej.

W przypadku Earth View, które powstało w zeszłym roku wysiłkiem i z inicjatywy pracowników Google’a, mamy do czynienia ze zwiększeniem liczby dostępnych krajobrazów o półtora tysiąca.

Article source: http://di.com.pl/google-earth-obchodzi-10-te-urodziny-52526

Rozszerzona rzeczywistość, wyświetlacze HUD, mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc

Postęp technologiczny wiąże się z coraz nowszymi metodami wyświetlania informacji. Kiedyś były zegary i wskazówki, potem toporne ekrany, następnie płaskie powierzchnie dotykowe, wyświetlacze przezierne. Najnowsze zdobycze techniki mają nakładać informacje na to, co widzimy. Pytanie brzmi, czy ludzie są do tego przygotowani? 

Weźmy na przykład wyświetlacze przezierne (HUD), które pojawiają się w samochodach. Ba! Mogą być stosowane nawet w kaskach motocyklowych. Teoretycznie taki wyświetlacz pozwala na odbieranie informacji bez odwracania wzroku od drogi.

Technologia HUD wciąż kojarzy się z pilotami myśliwców, dlatego każdy kierowca posiadający taką nowinkę może się poczuć jak za sterami odrzutowca. Mogę jechać szybko i wszystko kontroluję, tak? Tylko czy HUD zastosowany w aucie jest tym samym co HUD w samolocie? 

Do czego jest HUD?

Wyświetlacze HUD są stosowane w samolotach, ale jak i do czego? Do wyświetlania bardzo istotnych informacji w bardzo uproszczonej formie. Takie wyświetlacze przedkładają względy praktyczne nad to, co może się spodobać konsumentowi. 

fot. Milan Nykodym (lic. CC)

Nieco inaczej jest z wyświetlaczami stosowanymi w samochodach. One mogą ostrzegać przed kolizjami, albo mogą informować o mniej istotnych zdarzeniach jak przychodząca rozmowa telefoniczna.

Obrazek poniżej pokazuje koncepcję ostrzeżenia przed kolizją z jednoczesną propozycją zmiany kierunku. To już nie jest prosta informacja. To jest sugestia wykonania określonego działania pojawiająca się w momencie, gdy kierowca powinien skupiać uwagę na jeździe. Pytanie brzmi, czy wskazane tutaj ostrzeżenia i możliwości są tymi, na które kierowca powinien zwracać najwięcej uwagi? Może właśnie w tej chwili pojawia się zagrożenie z całkiem innej strony? 

źródło fot. PLOS One

Więcej informacji to mniej uwagi

Naukowcy z University of Toronto postanowili zbadać zagrożenia związane z wyświetlaczami HUD. Przeprowadzili dwa eksperymenty, opisane w PLOS One. W pierwszym grupa ochotników miała określać liczbę plam pojawiających się na ekranie. Uczestnicy mieli też zgłaszać, jeśli oprócz plam zobaczyli zarys kwadratu. W drugim eksperymencie obok plam mogła wyświetlać się jedna z trzech figur – kwadrat, trójkąt lub romb. 

Generalnie eksperymenty wykazały, że większa liczba plam utrudniała identyfikowanie tych dodatkowych kształtów. Występowanie dodatkowego kształtu zwiększało czas reakcji i również zmniejszało dokładność obserwacji. Wniosek jest prosty – im więcej zadań i bodźców tym mniejsza efektywność w realizacji tych zadań. Jak to się ma do kierowców? Jeśli zarzucimy ich dodatkowymi informacjami, zmniejszymy dokładność oceny i czas reakcji na te informacje, które są naprawdę istotne. 

Nie chodzi o to, że wyświetlacze HUD są złe. Mogą być bardzo dobre, ale staną się niebezpieczne jeśli nie będą używane właściwie. Producenci aut mogą odczuć pokusę tworzenia rozwiązań efektownych, które będą bardziej rozpraszać kierowcę niż mu pomagać. 

Zagrożenia AR

Podobne problemy mogą dotyczyć nie tylko kierowców i nie tylko wyświetlaczy HUD w samochodach. Na łamach IEEE Spectrum pojawił się ostatnio ciekawy artykuł na temat niebezpieczeństw rozszerzonej rzeczywistości (AR) pt. The Real-Life Dangers of Augmented Reality.

Autorzy artykułu zauważają, że użytkownicy gadżetu takiego jak Google Glass mogą mieć problem z szybkim przenoszeniem wzroku pomiędzy wyświetlanym obrazem i rzeczywistością. Dodatkowym problemem jest to, że człowiek może odczuwać potrzebę sprawdzenia powiadomień pojawiających się w polu widzenia, nawet jeśli wie, że nie jest to w danym momencie najlepszy pomysł. 

Rozszerzona rzeczywistość może przesłaniać obraz na obrzeżach pola widzenia. Wydaje się to rozsądne, bo nie jest zaburzane patrzenie przed siebie. Problem w tym, że tzw. widzenie peryferyjne też jest dla nas ważne. Pozwala na ocenianie prędkości i ruchu innych obiektów. 

Nowinki takie jak HoloLens teoretycznie powinny rozwiązać problem. One wyświetlają przestrzenne hologramy, a nie tylko obrazki gdzieś w polu widzenia. Rzecz w tym, że wobec wielu obrazów człowiek nie może zachować obojętności. Przykładowo zawsze będziemy zwracać baczną uwagę na obrazy kojarzące się z ludźmi. Inny przykład – każdy, kto boi się pająków, może gwałtownie zareagować na plamę w kształcie takiej bestii. Obrazy z rozszerzonej rzeczywistości mogą być dla nas trudniejsze do zignorowania niż może się początkowo wydawać. 

Same technologie to nie problem

Czy to oznacza, że HUD albo HoloLens to zło? Niekoniecznie. To oznacza, że projektanci tych nowinek powinni uwzględniać to, w jaki sposób człowiek widzi i przetwarza informacje. Powinni uwzględniać to, że przy niektórych zadaniach ważna jest praktyczna prostota niż efekty i fajerwerki. W przeciwnym razie może się okazać, że będziemy otoczeni fantastycznymi technologiami, które wcale nam nie pomagają.

Czytaj także: Auto przezroczyste dla kierowcy – pomysł Land Rovera – wideo

Article source: http://di.com.pl/rozszerzona-rzeczywistosc-wyswietlacze-hud-moga-bardziej-zaszkodzic-niz-pomoc-52527

Amnestia dla piratów oprogramowania

Malwarebytes, producent oprogramowania ochronnego, ogłosił „amnestię” dla osób, które używają pirackich wydań jego płatnych produktów.

<!– –>

Chodzi konkretnie o osoby używające Malwarebytes Anti-Malware Premium i Pro przy użyciu fałszywego klucza licencyjnego. Cena za legalny to 99,64 złotych (subskrypcja na rok), jeżeli jednak ma się „piracki”, wystarczy zgłosić ten fakt do producenta, aby… otrzymać nowy, legalny. Wielu użytkowników, którzy wydali pieniądze na uczciwy zakup, jest nieco zirytowanych takim postępowaniem, jednak jego przyczyny wyjaśnia Marcin Kleczynski, szef Malwarebytes, na forum użytkowników.

Malwarebytes Anti-Malware w akcji

Kilka lat temu firma popełniła błąd – używała algorytmu generującego klucze, który miał dość słabe zabezpieczenia. Pozwoliło to piratom na generowanie swoich własnych licencji, które działają tak samo, jak oryginalne. Malwarebytes zmieniło już ten algorytm, ale pozostała kwestia osób, które nabyły pirackie licencje np. na aukcjach internetowych, myśląc, że to oryginały. To właśnie pod ich kątem został wprowadzony program „amnestii”. Każdy użytkownik może skontaktować się z firmą w celu sprawdzenia legalności swojego klucza, a jeżeli okaże się, że jest on fałszywy, otrzyma nowy, działający przez 12 miesięcy.

Zobacz również:

Article source: http://www.pcworld.pl/news/402511/Amnestia.dla.piratow.oprogramowania.html

Polska cyberprzestrzeń zagrożona. "Wina Tuska"?

Bezpieczeństwo teleinformatyczne Polski to bardzo ważny obszar, o który powinny dbać powołane do tego instytucje państwowe. Niestety nie wywiązują się z tego obowiązku.

<!– –>

Polska nie jest odpowiednio chroniona przed atakami w cyberprzestrzeni. Do takiego wniosku doszła Najwyższa Izba Kontroli, która opublikowała właśnie raport „Realizacja przez podmioty państwowe zadań w zakresie ochrony cyberprzestrzeni RP”. Czytając go niestety przed oczami rysuje mi się obraz państwa, które nie radzi sobie z zapewnieniem odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa teleinformatycznego przede wszystkim przez ignorancję i/lub lenistwo osób piastujących najważniejsze stanowiska w administracji rządowej.

„W ocenie NIK, istotnym czynnikiem wpływającym negatywnie na realizację zadań w obszarze bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni było niewystarczające zaangażowanie kierownictwa administracji rządowej, w tym Prezesa Rady Ministrów, w celu rozstrzygania kwestii spornych między poszczególnymi urzędami oraz zapewnienia współdziałania organów i instytucji związanych z bezpieczeństwem teleinformatycznym państwa.” – czytamy m.in w raporcie.

Zobacz również:

    Brakuje przede wszystkim spójnej wizji systemowej i jednego ośrodka decyzyjnego, który koordynowałby działania innych instytucji publicznych. Działania podmiotów mających dbać o bezpieczeństwo naszego kraju w cyberprzestrzeni są prowadzone jedynie doraźnie w odpowiedzi na bieżące wydarzenia. NIK wspomina też o „biernym oczekiwaniu na regulacje unijne”.

    Czy jest coś pozytywnego?

    Tak. NIK pisze o następujących działaniach:

    – powołanie i utrzymywanie na wysokim poziomie zespołów CERT (zespołów ds. bezpieczeństwa informatycznego) przez takie instytucje jak NASK, ABW oraz MON

    – utworzenie przez Ministra Obrony Narodowej systemu reagowania na incydenty komputerowe w resorcie obrony narodowej oraz wyspecjalizowanej jednostki – Narodowego Centrum Kryptologii

    – upowszechnianie przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wytycznych i dobrych praktyk z zakresu ochrony teleinformatycznej infrastruktury krytycznej

    – prowadzenie przez NASK i Policję aktywnych działań edukacyjnych dotyczących m.in. przestępczości komputerowej i bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni

    Zachęcam do dokładniejszego zapoznania się z raportem NIK (link do pliku PDF podałem wyżej).

    _______________________

    Kontrolę przeprowadzono od 2 czerwca 2014 r. do 5 grudnia 2014 r. Objęła ona okres od początku 2008 r. do dnia zakończenia czynności kontrolnych. Stąd w tytule znalazło się nawiązanie do Donalda Tuska (dla przypomnienia, był on Prezesem Rady Ministrów od 16 listopada 2007 r. do 22 września 2014 r.)

Article source: http://www.pcworld.pl/news/402515/Polska.cyberprzestrzen.zagrozona.Wina.Tuska.html

Malwarebytes ogłasza amnestię dla piratów

Malwarebytes, producent oprogramowania ochronnego, ogłosił rozpoczęcie „amnestii” dla osób, które używają pirackich wydań jego płatnych produktów.

<!– –>

Chodzi konkretnie o osoby używające Malwarebytes Anti-Malware Premium i Pro przy użyciu fałszywego klucza licencyjnego. Cena za legalny to dokładnie 99,64 złotych (subskrypcja na rok), jeżeli jednak ma się „piracki”, wystarczy zgłosić ten fakt do producenta, aby… otrzymać nowy, legalny. Wielu użytkowników, którzy wydali pieniądze na uczciwy zakup, jest nieco zirytowanych takim postępowaniem, jednak jego przyczyny wyjaśnia Marcin Kleczynski, szef Malwarebytes, na forum użytkowników.

Malwarebytes Anti-Malware w akcji

Kilka lat temu firma popełniła błąd – używała algorytmu generującego klucze, który miał dość słabe zabezpieczenia. Pozwoliło to piratom na generowanie swoich własnych licencji, które działają tak samo, jak oryginalne. Malwarebytes zmieniło już ten algorytm, ale pozostała kwestia osób, które nabyły pirackie licencje np. na aukcjach internetowych, myśląc, że to oryginały. To właśnie pod ich kątem został wprowadzony program „amnestii”. Każdy użytkownik może skontaktować się z firmą w celu sprawdzenia legalności swojego klucza, a jeżeli okaże się, że jest on fałszywy, otrzyma nowy, działający przez 12 miesięcy.

Zobacz również:

Article source: http://www.pcworld.pl/news/402511/Malwarebytes.oglasza.amnestie.dla.piratow.html