Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

Windows 10: Trudniej zmienić domyślną przeglądarkę. Mozilla krytykuje Microsoft

W skrócie:

  • Windows 10 już na 14 mln komputerów.
  • Wybieranie domyślnej przeglądarki w Windows 10 jest nieco trudniejsze niż wcześniej.
  • Mozilla skrytykowała Microsoft za utrudnianie wyboru przeglądarki. 

Windows 10 ledwo co wyszedł na rynek, a już znalazł się na 14 milionach urządzeń. System jest generalnie uważany za udany, ale odrobiny krytyki nie da się uniknąć. Poważne zastrzeżenia do systemu ma teraz… Mozilla.

Trudniej zmienić domyślną przeglądarkę 

Mozilli nie podoba się sposób ustawiania domyślnej przeglądarki w Windows 10. Kiedyś wystarczyło po instalacji potwierdzić, że chcemy by Firefox (lub Chrome) był domyślną przeglądarką.

W Windows 10 przeglądarka nadal może nas pytać czy uczynić ją domyślną, ale kliknięcie potwierdzenia spowoduje wyświetlenie okna z ustawieniami domyślnych aplikacji. Dopiero w tym oknie trzeba znaleźć ustawienie odpowiednie dla przeglądarki i zmienić je.

Film poniżej (przygotowany przez Mozillę) pokazuje jak wygląda proces ustawiania domyślnej przeglądarki w Windows 10. 

Mozilla uważa, że Microsoft zrobił krok wstecz jeśli chodzi o dawanie ludziom wyboru przeglądarki. 

Teraz potrzebne jest dwa razy więcej kliknięć myszy, przewijanie ekranu i pewna techniczna wiedza by ludzie mogli potwierdzić wybory dokonane przy wcześniejszych wersjach Windowsa. Jest to mylące, trudne w nawigowaniu  – pisze szef Mozilli Chris Beard w liście otwartym do szefa Microsoftu. Ten list został opublikowany wczoraj. 

Działanie antykonkurencyjne?

Mozilla opisała problem również na swoim blogu i przypomniała, że w przeszłości potrzebna była interwencja unijnego regulatora, by rozwiązać problem zbyt mocnego powiązania systemu Microsoftu z przeglądarką. Przypomnijmy, że w roku 2010 Microsoft wprowadził do swojego systemu ekran wyboru przeglądarek. Był to element porozumienia z Komisją Europejską, która zarzucała gigantowi działania monopolistyczne. Uważa się, że ekran wyboru przeglądarek miał ogromne znaczenie dla złamania monopolu Internet Explorera na rynku przeglądarek internetowych. 

Dziś już nie ma Internet Explorera. Windows 10 ma nową przeglądarkę Edge. Microsoftowi z pewnością zależy na tym, aby wypróbowało ją jak najwięcej osób. Czy nowy sposób wyboru aplikacji domyślnych ma właśnie temu służyć? 

Sam Microsoft w oświadczeniach dla prasy stwierdzał, że zmiana domyślnych aplikacji wcale nie jest trudna, a użytkownicy nadal mają wybór. 

Czy Microsoft świadomie zastosował te zmiany, by zwiększyć udział przeglądarki Edge w rynku przeglądania? Czy to już działanie „monopolistyczne”? Z pewnością sytuacja jest całkiem inna niż wtedy, gdy Microsoft utrzymywał monopol Internet Explorera na rynku. Dziś do korzystania z internetu służą bardzo różne urządzenia. Więcej ludzi ma świadomość, że istnieją różnorodne przeglądarki. Czy mimo to praktyka Microsoftu jest niewłaściwa?

Czytaj także: Jak chronić swoją prywatność w internecie – radzą twórcy Firefoksa

Article source: http://di.com.pl/windows-10-trudniej-zmienic-domyslna-przegladarke-mozilla-krytykuje-microsoft-52737

Windows 10 i stary PC. Czy to połączenie "daje radę"?

Test nie jest jakoś zaskakujący, bo obecnie na każdym systemie netbook z jednordzeniowym intel atom słabo radzi sobie z obecnymi stronami internetowymi.
A co do komputera z pentium D, to mam wrażenie, że powinien dać radę, w końcu te procesory nie były dużo gorsze od procesorów następnej generacji (core2duo, pentium dual core). Owszem pochłaniały dużo więcej energii, ale aż tak tragiczne nie były.

Article source: http://www.pcworld.pl/news/402793/Windows.10.i.stary.PC.Czy.to.pol.czenie.daje.rade.html

„W Windows 10 wkurza mnie…”

Dzień po oficjalnej premierze systemu Windows 10 zaktualizowałem sobie system na jednym z posiadanych urządzeń – nie czekając na pozwolenie producenta (w okienku „rezerwacji” systemu wciąż widniały informacje o tym, że moja rezerwacja zakończyła się sukcesem). Ręczna aktualizacja do Windows 10 była już jednak tylko sukcesem połowicznym.

Operację przeprowadziłem na tablecie Surface Pro, na którym początkowo zainstalowany był Windows 8, podniesiony potem do wersji 8.1. Jak być może pamiętacie, tablety Surface Pro zadebiutowały w 2013 r. i oficjalnie nie były sprzedawane w Polsce – nie można ich było u nas zamówić za pośrednictwem internetowej witryny sklepu Microsoftu.

Zobacz również:

Tablet Surface Pro z dołączaną klawiaturą fizyczną.

Co oczywiste, system operacyjny nie był w polskiej wersji językowej – musiałem skorzystać ze stosownego pakietu językowego, dostępnego dopiero po przejściu na Windows 8.1. To jednak okazało się problemem w czasie aktualizacji do Windows 10 (wskazałem 64-bitową wersję polską Pro). Oprogramowanie nie wykryło paczki lokalizacyjnej, traktując stary system jako anglojęzyczny. W efekcie w procesie aktualizacji nie była dostępna opcja przeniesienia zarówno plików, ustawień i zainstalowanych aplikacji do nowego systemu, a jedynie opcja zachowania plików.

Mohammed Samji, jeden z menedżerów w Microsofcie, odpowiedzialnych za rozwój Windows 10, zażartował w jednym z wywiadów, że praca nad oprogramowaniem przypomina jemu i jego współpracownikom zamawianie pizzy dla 1,5 mld ludzi. Jeżeli tak, to Microsoft za bardzo skupił się na efektownych dodatkach, a zapomniał o cieście.

Proces aktualizacji do Windows 10

Rozumiem, że „ogarnięcie” wszystkich aspektów procesu aktualizacji do Windows 10 z pewnością nie było rzeczą łatwą. Trzeba było uwzględnić setki zmiennych, tysiące różnych urządzeń i wersji sterowników, prowadzące do dziesiątek i setek tysięcy różnych konfiguracji sprzętowych, nie mówiąc o dużych i często rozbieżnych oczekiwaniach milionów użytkowników końcowych, w większości zawiedzionych Windows 8/8.1.

Firma starała się też zadbać o to, by proces aktualizacji przebiegał łatwo, sprawnie i bezboleśnie, stąd kolejne fazy i etapy uaktualnień – jedni dostali system od razu, inni muszą jeszcze poczekać. W ciągu pierwszych 24 godzin od oficjalnej premiery Microsoft odnotował 14 milionów aktywnych instalacji Windows 10, czyli ponad 160 na sekundę. Rozumiem, że przy tej skali operacji niektóre aspekty procesu mogły umknąć uwadze programistów, ale wkurza mnie, że takie potknięcia, jak opisane wyżej, dotyczą komputera, który ma znaczek Windows na obudowie.

Choć z drugiej strony… Zgodnie z monty-pythonowskim zawołaniem „Always look on the bright side of life”, przynajmniej nie wkurza mnie błąd znikających aplikacji z menu Start. 😉

Windows 10: miesiąc na testy

W recenzji Windows 10 „na gorąco” napisaliśmy: „Microsoft uczy się na błędach i jego najnowszy system pozbawiony jest tych cech, które irytowały użytkowników.” Na potwierdzenie tej tezy przyjdzie jeszcze czas – oprogramowanie wymaga dłuższych testów praktycznych.

Trzeba jednak pamiętać, że na powrót do wersji Windows zainstalowanej w danym urządzeniu wcześniej producent dał użytkownikom tylko miesiąc. Miejmy nadzieję, że to wystarczająco długi czas, by poznać wszystkie wady i zalety nowego oprogramowania. Na wszelki wypadek, warto przed aktualizacją do Windows 10 zrobić sobie nośnik instalacyjny z poprzednią wersją Windows – płytę DVD lub pendrive USB – który umożliwi powrót do starszej wersji systemu w późniejszym terminie.

A co was irytuje w nowym systemie? Czekamy na wasze opinie!

PS. Moją żonę wkurzyła przeglądarka internetowa w Windows 10 – Edge – która, przynajmniej na urządzeniu z ekranem dotykowym, nie radzi sobie z przewijaniem dłuższych list rozwijanych w formularzach stron WWW (nie dało się trafić w pasek przewijania). Edge wkurzył też prezesa Mozilli: Chris Beard napisał nawet list otwarty do Satyi Nadelli, swojego odpowiednika w Microsofcie.

Article source: http://www.pcworld.pl/news/402797/W.Windows.10.wkurza.mnie.html

Samsung: Xpressowe drukarki

Według Samsunga klientom z małych przedsiębiorstw zależy przede wszystkim na dobrej jakości druku przy niskich kosztach. Ponieważ drobny biznes zwykle nie zatrudnia informatyków, chce sprzętu łatwego w instalacji i obsłudze. Istotne są również funkcje związane z urządzeniami mobilnymi.

Maszyny wielofunkcyjne Xpress C430 i C480 mają procesory o częstotliwości taktowania odpowiednio 400 MHz i 800 MHz, dzięki czemu mogą drukować 18 stron na minutę w czerni oraz 4 strony na minutę w kolorze. Rozdzielczość druku sięga 2400 x 600 dpi. Technologia renderingu pozwala na wyostrzenie tekstu i zwiększenie przejrzystości obrazu.

Udostępniane przez producenta oprogramowanie – Instalator Samsung Printer Software – podłączy drukarkę bezprzewodowo poprzez Wi-Fi Direct. Maszyny wyposażono w funkcję skanowania do e-maila i obsługę wydruku z urządzeń przenośnych za pośrednictwem NFC. Można drukować, skanować i faksować, w tym także zachować skanowane dokumenty bezpośrednio w telefonie. Urządzenia mają opcje eko. Są opcje zarządzania drukiem. Użytkownicy mogą zmieniać ustawienia druku dla poszczególnych dokumentów, np. przez usunięcie pogrubienia tekstu lub drukowanie wyłącznie tekstu w dokumentach, zawierających też ilustracje. Dzięki temu, przy ograniczeniu zużycia tonera do 20 proc., możliwe jest osiągnięcie oszczędności w dłuższym terminie. Samsung twierdzi, że można zaoszczędzić 10 – 30 proc. całkowitych kosztów druku.

Ceny: C430 – 599 zł, C480W – 949 zł, C480FW – 1149 zł.

Article source: http://www.crn.pl/news/sprzet/drukarki/2015/07/samsung-xpressowe-drukarki